poniedziałek, 11 lutego 2013

Jestem Luneya Hortairo

  Pojęcia nie mam, kim jestem ani jaki został mi dany cel na tym świecie, na tej drodze w tej Wędrówce. Odkryję go kiedyś, na to jeszcze przyjdzie czas. Przybywam z pewnego świata, ponurego, bez kolorów ani czarnego ani białego. Imię moje brzmi Luneya Hortairo, co prawdopodobnie nic nie oznacza, ale jeśli by wierzyć legendom, Luneya to ta, która jest Początkiem i Końcem, a Hortairo to wędrowiec po centsmadejsku. Moje życie to tylko spolot smutku i śmiechu, zmartwień i radości, zwątpienia i nadzieji.

   Pozornie. W moim umyśle bowiem stworzony jest odmienny świat, rzeczywistość i przeze mnie nie pojęta. Czasem nawiedza mnie przedziwne uczucie, fala jakiś innych głosów, zdarzeń nigdy nie minionych ani, z logicznego punktu widzenia, nie będących nawet częścią przyszłości. Nie mam pojęcia skąd pochodzą, dlaczego doświadczam ich bytu, lecz czuję, że jestem w jakiś sposób z nimi związana. One zależne są ode mnie, a ja od nich. Stamtąd właśnie pochodzą wszelakie idee i pomysły, z których niewielką niemalże nieznaczącą część udaje mi się pochwycić i przelać na papier.

  Postanowiłam stworzyć miejsce, gdzie będę owe pochodzące z odległej krainy myśli zapisywać. Jeśli jesteś, mój drogi czytelniku, tym zainteresowany, możesz przeczytać te prace, nad którym spędzam noce i dnie. To część mojego życia, te wiersze, ta poezja, te teksty.

   Mój wiek nie odznacza się szczególą długością. Dane mi zostało przeżyć czternaście wiosen. Nie wiem, kim jestem i dlaczego wiem zbyt dużo, dlaczego zachowuję się odmiennie od równym sobie. Czuję się czasem jak puzzel, który został wyjęty z zupełnie innej układanki i przemieszany między idealnym porządkiem świata. Znalazłam się samotnie pośród rzeczywistości, która mimo, że mnie toleruje, wiem iż niezbyt do niej pasuję.

   Może urodziłam się w niewłaściwych czasach? Ktoś kiedyś napisał książkę, w której pisał, że czuje się, jakby urodził się za późno. Podobne przemyślenia nieraz dręczą mnie. Lecz kim byłabym, gdybym urodziła się choćby 20 lat wcześniej? A jakie życie wiodłabym w średniowieczu? Byłabym z pewnością tylko żywym narzędziem do rodzenia dzieci jakiemuś mężczyźnie, wyszłabym za mąż w wieku 15 lat, a sztuki czytania i pisania nie poznałabym być może nigdy, zważając na ograniczenia możliwości kobiet w tamtym okresie. Gdybym jednak urodziła się wieki temu, nie raz myślałam o tej sprawie, uciekłabym z domu i żyła w lesie albo beztrosko na bezkresnych polanach, gdzie promienie słońca ogrzewałyby moje ciało, wiatr byłby otuchą, a leśne strumienie cicho przepływały niedaleko mnie, przecinając się nawzajem.

  Gdy kończę jakiś tekst, zdaję sobie sprawę, że marzenia to jedyne, co mi pozostało. Ach, życie bez trosk w harmoni z naturą, wśród saren i jeleni, wilków i dzikiego ptactwa... Przeżyć taki żywot, to wprost raj uziemiony. I na starość czekać na śmierć, jak na dobrego przyjaciela, który zabierze mnie do innego świata, wiecznego szczęścia albo... w kolejną niezwykła Wędrówkę?

Zapraszam was, czytelnicy mili, do czytania i tradycyjnie miłej lektury.

Pozdrawiam serdecznie



Luneya

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz