Uliczny Łowca Wspomnień
Jego drobny cień przemknął przed oczami
W świetle latarni widoczna sylwetka czarna
Zręcznie wspina się między gałęziami
Przelatuje lekko nad puszystym śniegu całunem
Życie tego Łowcy to tułaczka marna
Oto kot, tylko kot...
Gałęzie owija zmarzniętym ogonem
W przyćmionym świetle się snuje wieczorami
Kiedyś tępił dla nas szkodniki i inne zwierzęta
Dlaczego teraz już nikt o nim nie pamięta?
Wyrzucany z domu cztery razy
Bity, lekceważony wędruje ulicami
Nikt czule nań nie spojrzy...
Nikt nawet nie zawoła za nim...
Koty, taki właśnie żywot ich
Błyszczą złote oczy, sypie biały śnieg
Koty widzą mysz, ruszają w bieg
Przepada mysz, a wraz z nią nadzieja
Wokół ręce rozchyla lodowa zawieja
Kiedyś koty służyły, kochały, pomagały
Bezdomnym kotom z ulicy
Cienie miłych wspomnień pozostały
A one tylko szukają na Ziemi miejsca dla siebie
Może się znajdzie choćby skrawek dla nich w niebie?...
Zbiór pt. Taki ich los, wiersz I
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz