Oto Wspomniena Psa i Kota. Nic więcej nie muszę dodawać. Jeśli chcecie dowiedzieć się, co czuje Kot lub Pies... przeczytajcie.
Mój dom
Byłem ukochanym kotem
Miałem miłych sąsiadów za płotem
W ogromnym zielonym ogrodzie
Poranki spędzałem w pochodzie
Za myszą szarą, szczurem, motylem
Wolnością wtedy nie gardziłem
Wieczorami zasiadałem na kanapie
Przy kominku czekałem, aż pan mnie podrapie
Pamiętam dotyk ciepłej dłoni
Delikatne głaskanie po skroni...
Miękkiego kurczaka w misce smak
Śnił mi się później nieraz w snach
Wiedziałem, że jakbym daleko nie zawędrował
Pan będzie w domu czekał i "kotku" wołał
Kochałem jasne gwieździste noce
Obok człowieka, pod ciepłym kocem
Czasem coś szeptał w sekrecie na ucho
Byliśmy sami, ciemność otaczała nas głucho
Co mówił, zupełnie nie rozumiałem,
Lecz cichutko przy nim mruczałem
Z największej miłości mojej do niego
I wciąż go kocham, nie wiem dlaczego...
Opuszczony przez Przyjaciela
Zostałem sam, zdziowiony i przerażony
Wśród tej przerażającej ulewy
Deszcz padał na wszystkie strony
Słyszałem, jak burza wyładowuje gniewy.
Miauczałem coraz głośniej, nie przychodził
Uciekłem pod dach, nasłuchując głosu jego
Nie było ratunku od tej wielkiej powodzi
Jak się uchronić od tego losu nieszczęsnego?
Gdybym potrafił, płakałbym gorzkimi łzami
Gdy każda chwila okazywała się nadziejami złudnymi
Na końcu świata zalewany deszczu falami
Zasnąłem drżąc z zimna zapomniany, nieszczęśliwy
Mając w pamięci ciepłym ogniem kominek rozpalony
Swojemu największemu ludzkiemu przyjacielowi ufałem
Teraz leżę przy drodze obok pola bezimiennego opuszczony
Przez kogoś, kogo tak bardzo kochałem.
Poszukiwanie Przyjaciela
Słońce skryło się za ludzkimi siedliskami
Zmierzchało, w ciemności przyroda się ukryła
Błądziłem wąskimi ponurymi uliczkami
Moja dusza z tęsknoty do ciebie wyła
Wskakiwałem na parapet, w każde okno zaglądając
Każdy buczący pojazd dokładnie obwąchałem
Z miną bardzo zawiedzioną drzwi otwierając
W kocim języku wszystkich o ciebie pytałem
Nie wiedziałem co począć, kim teraz jestem
Nagle w drzwiach ukazała się postać łagodna
Zawołała z czułością, zaprosiła gestem
Do ciepłego domu, tam rodzina pogodna
Stała z zaciekawieniem, a dzieci szczęśliwe
Obmyły z błota gąbkami, futerko uczesały
Przejrzałem się, jaką mam piękną grzywę
W kocyk owinęły, rodziców zawołały
Przypomniały mi się dawne chwile
Gdy na kanapie się przeciągałem
W ogrodzie łapką trącałem żonkile
Za kulką wełny z przyjacielem biegałem
Przekonałem się o miłości nowej rodziny
Gdy uratowali mnie z dna rozpaczy
W mojej osobie, miauczącej kociny
Człowiek jeszcze cokolwiek zobaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz