Kiedyś przyjdzie taki dzień, że opuszczę mój dom i moją rodzinę.
I pójdę w świat.
Dokąd pójdę? Pewnie z początku przed siebie. Tam, gdzie będzie widać jakieś ścieżki. A może pójdę zupełnie własną drogą. Nie wiem. Czas to pokaże.
Dokąd chcę dotrzeć? Na szczyty gór. Tam, skąd będzie widać szerokie horyzonty. Tam, skąd cały świat obejmę swoim wzrokiem. Na Najwyższą Górę. Ale czy takie miejsce istnieje? Czy można dojść do takiej doskonałości, aby widzieć i rozumieć wszystko? Aby jednym spojrzeniem dostrzegać, jak jest naprawdę? Nie wiem. Czas to pokaże.
Czemu chcę wyruszyć w świat? Dlatego, że wiem, że stojąc w miejscu, nigdzie nie dojdę. Lepiej jest iść przed siebie i błądzić, niż tkwić wciąż w tym samym miejscu.
Przemierzę różne ścieżki, przejdę przez lasy, łąki, minę piękne jeziora i strumienie. Przejdę również przez bagna, przez gęste zarośla. Zapewne nie raz dotrę do ścieżki, której koniec nagle się urywa, czy to nad przepaścią, czy to po prostu ścieżka się zaciera i ginie po niej ślad. Przejdę przez niejedno, niejedna burza, deszcz, czy wichura mnie spotka. Wiem o tym. Wiem, jakie konsekwencje za sobą niesie wyruszenie w nieznane i wiem, że czasem niełatwo mi będzie je znosić i zmagać się z nimi. Jest to nieodłączną cechą wędrówki człowieka.
Czego szukam w tej wędrówce? Może odnalezienia prawdziwego szczęścia? Może odnalezienia prawdziwych wartości w życiu? Może sensu istnienia? Może doświadczenia prawdziwego życia, we wszystkich jego przejawach? Może odnalezienia wolności? Może zrozumienia siebie i pogodzenia się z samą sobą?
Może jeszcze czegoś więcej? Może czegoś zupełnie innego?
Nie wiem.
Lecz wiem, że przyjdzie taki dzień, że wyruszę w świat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz